Dzisiaj miałem pierwsze podejście do egzaminu z fizyki, na szczęście tylko z teorii. Chocaz dla mnie najwidoczniej to i tak za dużo, może błędem była ta cała studniówka? Ale co by wtedy Nim powiedziała? No cóż podsumowanie jest takie, że odc 2 miejmy nadzieję ostatni w walentynki.
A teraz trzeba sie otrzepać z kurzu i zabrać się za matmy, bo jak to uwalę to już wogóle będzie porażka totalna. Już sam nie wiem czy dobrze wybrałem te studia, może trzeba było iść na jakieś łatwiejsze/mniej wymgające studia? Przebalować pięć lat i mieć z głowy? Tylko co potem? Chodzić i prosić o pracę? Zakładać własny interes? Wyjechać gdzieś i robić za murzyna? Sam już nie wiem czego oczekuję od życia, najprościej by było zamknąć się w pokoju z komputerem i mieć wszysko w głębokim poważaniu, ale nic z tego – kto mnie będzie karmił?
cdn.
