W ostatnich latach widać bardzo duży wzrost użytkowników kin domowych, którzy chcą mieć dźwięk przestrzenny, skoro mają już odpowiedni do tego sprzęt. Chodzi
tutaj nie tylko o filmy, ale także o samą muzykę, której można by posłuchać wielokanałowo. Format MP3 to format stratnej kompresji dźwięku opierający się na zmodyfikowanej dyskretnej transformacie cosinusowej i używający modelu psychoakustycznego. MP3 przez ponad 10 lat MP3 było niemalże synonimem dźwięku stereo (nie-wielokanałowego).
Na przeciw tym wymaganiom wychodzi format MP3 Sorround. Jest to rozszerzony format MP3 stworzony przez twórców tego formatu pozwalający na zapis formatu 5.1, a także w przyszłości 7.1, 10.2 itd.. Zapisywane są dwa kanały tak jak w zwykłym formacie mp3, a informacja potrzebna do wygenerowania dodatkowych kanałów jest zapisana w tagach mp3. Dzięki temu rozwiązaniu mp3 można odtwarzać jako zwykłe stereo na odtwarzaczach sprzętowych. Zapisanie dodatkowych kanałów zajmuje mało miejsca (ponieważ zapisywana jest informacja jak z dwóch kanałów wygenerować inne). Podstawą działania formatu MP3 Sorround jest kodowanie BCC. Jest to ogólna koncepcja opisu parametrycznego dźwięku przestrzennego. Kodowanie pozwala na przesłanie pojedynczego kanału mono i za pomocą dodatkowych informacji rozszerzenie go na dźwięk przestrzenny.
Padł pomysł stworzenia galerii zdjęć. Jest sporo gotowych rozwiązań, ale jeżeli ma to być galeria niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju, powinna być jednak zrobiona według indywidualnego uznania właściciela. Tak więc zabrałem się do pracy. Najpierw rozpoznanie przeciwnika – czyli przegląd tego co dają nam gotowe wtyczki galeriowe do jQuery – żeby było efektownie, efektywnie i przejrzyście. Kolejna sprawa dotyczyła serwera dla galerii. Jako, że sama galeria nie zajmuje zbyt dużo i nie potrzebuje jakoś specjalnie ani bazy danych, ani jakichś dodatkowych bibliotek postanowiłem, że umieszczę ją na swoim hostingu (na tym gdzie stoi ta strona). W tym momencie pojawił się kłopot – gdzie przetrzymywać zdjęcia, jak je tam uploadować i obrabiać. Pierwszy pomysł – dropbox.com/. Niestety nie ma żadnego API, ani niczego z czego można by swobodnie skorzystać. Jeszcze kilka pokrętnych pomysłów, których już teraz do końca nie pamiętam i w końcu doszedłem do Google Picasa.
Picasa Web Albums Data API jest oparte o biblioteki Zend’a i bardzo intuicyjne. Praktycznie wszystkie informacje można wydobyć za pomocą jedynie kilku linijek kodu PHP lub Java. Problem pojawił się w momencie pozyskiwania dostępu do zdjęć. Jeżeli chcemy wyciągnąć informacje o zdjęciach z albumu publicznego, to nic nie stoi nam na przeszkodzie. Po co jednak wyświetlać zdjęcia publicznie dostępne w jednym serwisie również w drugim serwisie? Można więc zmienić sposób wyświetlania albumu na Picasa na ukryty, wtedy jednak musimy mieć do niego dostęp jako zalogowany użytkownik. Login i hasło zapisywane są w kodzie jako zmienne, hasło jest kodowane dopiero podczas wysyłania, ale co jeżeli nasz klient nie chce, aby dostęp do jego konta był komukolwiek znany?
Jest bardzo proste rozwiązanie – tworzymy specjalne konto tylko i wyłącznie na potrzeby naszej galerii. Dane dostępowe do konta umieszczamy w kodzie i już jesteśmy zalogowani. Kolejnym krokiem jest udostępnienie naszemu specjalnemu użytkownikowi galerii, które chcemy wyświetlać. Logujemy sie więc na nasze konto Picasa, wchodzimy do albumu ukrytego, Klikamy udostepnij i wpisujemy adres email naszego specjalnego użytkownika. Wszystko.
Mamy normalny dostęp do galerii, której na Pisaca nie widać, a prezentujemy ją u siebie nie zapychając sobie serwera setką zdjęć.
Wkrótce zapraszam do odwiedzenia galerii przygotowanej właśnie w ten sposób, a także do pobrania skryptu umożliwiającego wyświetlanie zdjęć z Google Picasa w efektowny sposób.
Ostatnio wprowadzone zostało kilka zmian i poprawek, ze względów wizualnych oraz użytkowych. Najważniejszą zmianą jest niewielka zmiana adresu. Do tej pory po wejściu na http://koras.pl użytkownik był przenoszony na http://koras.pl/blog/. Rozwiązanie to miało być chwilowe, lecz niestety po zmianie planów tak zostało i dopiero dzisiaj zostało poprawione na prawidłowe.
Dlatego też z góry chciałbym przeprosić wszystkich, którym przysporzy to problemów z dostępem do wpisów.
Uzupełniony treścią został dział “O mnie”, dodane zostały niewielkie motywy graficzne przy wpisach, poprawiony widok komentarzy, uporządkowany kod. Mam nadzieję, że zmiany wyjdą wszystkim na dobre.
Wiele serwisów internetowych tworzonych jest przez zespół redakcyjny. Webdeveloper wytwarza stronę internetową, żeby spełniała wszystkie standardy, żeby była jak najlepsza pod względem SEO, żeby przyciągała użytkownika itp. Administrator dba o to, aby strona działała poprawnie 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Po wszystkich możliwych poprawkach, sugestiach i ulepszeniach witryna ukazuje się dla publiczności. Sukces! A właściwie jego pierwsza część, bo kto tak naprawdę w dzisiejszych czasach zagląda na nieaktualizowane strony?
Kolejną ważną fazą jest więc utrzymanie serwisu i dbanie o to, aby był on uaktualniany w miarę regularnie, informacjami związanymi z treścią serwisu i ciekawymi dla odwiedzających. Co jednak zrobić w momencie gdy zespół redaktorów edytujących stronę niszczy ją od wewnątrz? Jednym z możliwych rozwiązań jest podzielenie redaktorów na autorów oraz moderatorów (Joomla! – wydawca). Przy takim podziale moderacją powinny zajmować się osoby znające podstawy HTML’a, budowę oraz politykę newsową serwisu oraz znające język w którym publikuje się informacje. Rozwiązanie można by rzec idealne. Nie do końca jednak. Co w momencie gdy nasz moderator nie ma potrzebnej wiedzy, albo niechętnie ją wykorzystuje? Co w momencie, gdy nagle żaden z moderatorów nie ma czasu, aby opublikować to co napisali autorzy? W tym momencie wkracza administrator serwisu z brzydkim słownictwem na ustach.
Prezentacja na temat identyfikacji obiektów dynamicznych w internecie. Ogólna zasada działania takiej identyfikacji opiera się na założeniu, że plik może obiekt (dokument) cyfrowy może się przemieszczać w sieci – zmieniać serwer na którym jest dostępny – ale pozostawać w cały czas pod tym samym adresem. Dodatkowo niektóre z technologii przedstawionych w prezentacji dają możliwość przekazywania dodatkowych parametrów identyfikacyjnych umożliwiających łatwiejsze poszukiwanie dokumentu.
Jedno z najczęstszych zastosowań to adresowanie obiektów w bibliotekach cyfrowych oraz w serwisach udostępniających duża ilość dokumentów. System PURL można samemu szybko i łatwo przetestować.
Dzień w pracy minął, pseudo obiad zjedzony, poobiednia drzemka zaliczona. Siadam więc z zamiarem wykonania kilku sprawozdań, projektów itp. I co?
Blog kusi: Napisz coś, tak dawno teog nie robiłeś… Blip krzyczy: Masz nowiutkie konto – korzystaj! Na co Blog: Masz Blip’a? Dawaj widgety, podepnijmy się. Facebook się przepycha: Przepraszam, byłem pierwszy. W kolejkę barany! Aplikacja dla mnie jest najważniejsza. Digsby nieśmiało: You have a message. Blip z Blogiem: A ten tu skąd? Facebook: Wczoraj przylazł, ale bardzo ładnie się sprawdza i pomaga mi pokazywać co u innych słuchać, którzy zamiast się uczyć siedzą u mnie i marnują czas. Se se se >:> Blip ukradkiem: Patrz, patrz co tu mam ;)
KorKi: Pomocy! Złodzieje czasu atakują! Sesja się zbliża :>
Nie ma nic gorszego niż dać się porwać przed sesją, kiedy jest najwięcej do roboty. Z trudem wracam do walki z wiatrakami i pozdrawiam wszystkich marnujących czas! :)
Właśnie przeczytałem wiadomość o tym, że latem w kinach ukaże się film o słynnej drużynie A. Oglądając ostatnio po raz setny te same odcinki tego serialu zastanawiałem się dlaczego nikt do tej pory nie zrobił wersji kinowej – a tu proszę!
Akcja filmu oparta jest na podobnej fabule, ale osadzona w czasach współczesnych. Sam film zapowiada się jako kolejny amerykański film akcji jakich ostatnio wiele, ale przez sentyment na pewno wybiorę się na ten film.
Poszukiwałem odpowiedniego rozwiązania problemu obsługi czytnika kart w C#, w przeciwieństwie niestety do Javy nie mamy do dyspozycji wbudowanej implementacji tego problemu. Na wielu angielskich stronach i blogach znalazłem jakieś kawałki kodu, nawet jakiś framework, ale niestety nic tak do końca nie chciało działać. W końcu z tego wszystkiego udało mi się uzyskać kawałek kodu, który zadziałał i może się komuś przyda. Zasada odczytu danych z karty jest dosyć prosta. Jedyne czego potrzebujemy to czytnik kart (oczywiście pod USB), kartę zbliżeniową bądź kontaktową oraz najważniejsze – specyfikację techniczną karty dzięki której poznamy komendy bitowe pozwalające na operacje na karcie.
Kolejny odcinek prac przy wstawianiu nowej konsolety. Na szczęście jest to ostatni odcinek – prace trwał ponad 6 godzin, a i tak jeszcze kilka rzeczy jest do zrobienia… Jak na ujemny budżet, niewielką ilość czasu i bardzo ograniczone zasoby ludzkie wydaje mi się, że odwaliliśmy świetną robotę.